W nocy z soboty na niedzielę świat usłyszał huk bomb, a to za sprawą amerykańskiej akcji militarnej skierowanej przeciwko Iranowi. Donald Trump, prezydent USA, ogłosił „pierwszą” odpowiedź na irański program nuklearny, zwalając z nieba bomby na trzy kluczowe irańskie obiekty – Fordo, Natanz i Isfahan. „Naszym celem było położenie kresu zagrożeniu nuklearnemu” – powiedział Trump, z uśmiechem na twarzy jakby cieszył się z wygrania w rzutki podczas rodzinnej imprezy.
Choć amerykańska armia twierdzi, że ich atak był „bardzo udany”, reakcja Iranu może być niczym innym jak wybuchowa. „Każdy amerykański obywatel i siły zbrojne w regionie stają się teraz legalnymi celami” – zakomunikował peklowany przez władzę irański komentator. Iran zastrzega sobie wszelkie opcje odpowiedzi, co brzmi trochę jak zapowiedź nowego odcinka serialu akcji, w którym nikt nie chce być w pobliżu, gdy wybucha chaos.
Jakie są więc opcje zemsty Hezbollahowych „Przyjaciół” Allaha? To prostsze niż parzenie herbaty. Iran może m.in. zablokować cieśninę Ormuz, przez którą przepływa 20% światowego eksportu ropy. Jeśli tego dokonają, to ceny baryłek mogą skoczyć jak niesforne dzieci na przyjęciu urodzinowym – do granic nieosiągalnych dla przeciętnego zjadacza chleba.
Oczywiście, ciastko ma dwie strony. Choć Trump stwierdził, że „dzisiaj wieczorem mogę ogłosić, że to był spektakularny sukces”, światwojsko wie, że konflikt w regionie może tylko nabrać tempa. Jak słusznie zauważyli eksperci, Iran musi balanseować pomiędzy przetrwaniem a chęcią odwetu, bo słabość w ich regionie to nie najlepszy pomysł. Mur na którym stoją jest cienki i niepewny jak ramiona roztańczonej w tawernie damy.