Oto kolejne rozdziały w naszej polskiej komedii wyborczej! Ostatnio Sąd Rejonowy w Bielsku-Białej postanowił, że czas na małe przeliczenie głosów z dwóch komisji wyborczych. I nie, to nie była kolejna impreza karaoke, a poważna sprawa, która może mieć wpływ na wynik wyborów. Sprawa stała się na tyle poważna, że o tym zaczął mówić sam Sąd Najwyższy. No cóż, jedni liczą głosy, inni pieką ciasteczka w domach, a życie toczy się dalej.
Jak pokazały z przeliczenia, niektóre liczby były bardziej „elastyczne” niż tradycyjne gumki do włosów. W jednej z komisji stwierdzono, że Karol Nawrocki miał więcej głosów niż Rafał Trzaskowski, choć rzeczywistość wyglądała trochę inaczej. Ktoś chyba porozumiał się z maszyną do liczenia głosów, bo wyniki wskazywały, że głosy przyznawane były na chybił-trafił. To tak, jak weźmiesz kilka jabłek i zamienisz je na pomarańcze – straszny bałagan!
Kiedy już wszyscy w komisji zaczęli wspominać o „zjawisku zamiany głosów”, w drugiej komisji wybuchła prawdziwa bomba. 160 głosów oddanych na Trzaskowskiego trafiło do zamkniętego i opieczętowanego pakietu głosów Karola Nawrockiego. No, właściwie to jak taki nietrafiony chleb na zakwasie, który wylądował w słoiku z dżemem! Niestety, w protokole wyborczym uznano, że są to głosy dla PiS. Szok, niedowierzanie, plany na przyszłość rozwalone!
Prokuratura Krajowa, po zachwycie nad tą wędrówką głosów, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Materiały z tego „przełomowego” przeliczenia zostały przekazane do Prokuratury Regionalnej w Katowicach. Tam mamy nadzieję, że sytuacja nabierze obrotów – być może rozwiążą tę zagadkę z otaczającym nas radosnym misterium liczb. Wszyscy wiemy, jak ważna jest rzetelność wyborów, bo kto by chciał, żeby wyniki głosowania przypominały losowanie w totka?
Jednak nie wszystko jest złotem, co się świeci! Pojawia się pytanie, czy te nieprawidłowości wpłyną na frekwencję w kolejnych wyborach. Można się spodziewać protestów i niechęci wśród głosujących. Kto pójdzie głosować, skoro wyniki będą i tak pisane na kolanie? Wszyscy pewnie wolą spędzić czas przy grach planszowych niż w patowej sytuacji z liczeniem głosów. Tak więc, miejmy nadzieję, że do następnych wyborów nie będziemy musieli korzystać z przelicznika ratunkowego!