Wygląda na to, że konflikt na Ukrainie przybiera nowe, dość niepokojące oblicze. W nocy z 15 na 16 lipca rosyjskie drony postanowiły zorganizować małą imprezę w Winnicy, a głównym celem była fabryka Grupy Barlinek. Wszyscy wiedzą, że zabawa z dronami to nie jest najlepszy pomysł, jeśli jesteś cywilnym obiektem przemysłowym. Na szczęście nikt nie stracił życia, chociaż kilka osób odniosło rany, a w tym dwoje z nich poważne. Przepraszam, ale to nie jest typowa postawa na imprezie!
Radosław Sikorski, szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych, dramatycznie komentował sytuację, mówiąc, że „zbrodnicza wojna Putina przybliża się do naszych granic”. Może nie jest to najlepsze zdanie na otwarcie wieczoru, ale na pewno sprawia, że napięcie rośnie jak na najlepszym thrillerze. Sikorski podkreślił, że atak był przemyślany, bo drony nadleciały z trzech kierunków. Jak to się mówi, kto nie ma przyjaciół, ten ma wroga – i w tym przypadku Rosja postawiła na pełno dronów zamiast gości.
Rosyjskie drony uderzyły w fabrykę Grupy Barlinek w Winnicy. Szef zakładu powiedział mi przed chwilą, że celowo, z trzech kierunków. Są ranni, w tym dwoje ciężko poparzonych. Działają służby ukraińskie, także nasz konsulat.
Zbrodnicza wojna Putina przybliża się do naszych granic.— Radosław Sikorski 🇵🇱🇪🇺 (@sikorskiradek) July 16, 2025
Grupa Barlinek, która zazwyczaj zajmuje się produkcją podłóg, teraz stoi w ogniu nie tylko dosłownie, ale też w przenośni. Zatrudniający przecież zarówno lokalnych, jak i polskich pracowników, zakład miał wielkie plany na przyszłość. Otwarto go w 2007 roku, więc można by pomyśleć, że powinni być przyzwyczajeni do trudności, ale tego rodzaju atak na pewno nie był na liście rzeczy do zrobienia!
Na miejscu ataku, ukraińskie służby ratunkowe szybko przystąpiły do akcji, walcząc z pożarami i docierając do rannych. Złe wieści w tym przypadku są takie, że liczba rannych wzrosła do siedmiu, a cztery budynki mieszkalne także ucierpiały w wyniku nocnego bombowego dżentelmena w powietrzu. Kto by pomyślał, że drony mogą tak być „złe”?!