W ostatnich dniach Władimir Putin wystąpił w Petersburgu z oświadczeniem, które z pewnością wstrząsnęło niejednym ukraińskim uszkiem. Powiedział, że „cała Ukraina jest nasza„! To znaczy, że ci z Ukrainy, którzy liczyli na to, że będą mogli rozkoszować się wolnością i suwerennością w ramach niezależnego państwa, powinni teraz wyrzucić te marzenia do kosza. Rosjanie i Ukraińcy to według Putina „ten sam lud”, więc najwyraźniej nie ma sensu pchać się w jakieś tam detale, takie jak granice czy historia. Cóż, każdemu wolno mieć swoje zdanie, prawda?
Putin nie ograniczył się do ogólnikowych stwierdzeń. Tłumaczył, że „tam, gdzie stanie stopa rosyjskiego żołnierza, to jest nasze”. Ale co jeśli rosyjski żołnierz stanie w sklepie spożywczym? Co to znaczy dla czekających w kolejce Ukraińców? Czy będą musieli się zamieniać na moskiewską wódkę? Pełen kontekst tej wypowiedzi może być bardziej zabawny niż tragiczny, aż chciałoby się zapytać, co jeszcze Putin ma w zanadrzu w swojej podręcznej gierce z granicami!
Nie możemy zapominać o zagrożeniu użyciem „brudnej bomby”, którą Putin klasycznie nazywa „kolosalną pomyłką”. Tylko nie wpadnijcie w panikę – to nie przyspieszy końca konfliktu, a jedynie przyniesie koszmar na talerzu dla całego narodu, którego nie posiada Kreml w swojej opasłej książce kucharskiej. Wiadomo, że odpowiedź Rosji byłaby „katastrofalna dla Ukrainy”, a to chyba lepiej, gdyby ukraińscy politycy pomyśleli nad wisienkami w ich deserze, a nie nad ich przyszłym piekłem.
Cała sytuacja może wydawać się jak chaotyczna gra w szachy, gdzie każda figura ma inne zasady poruszania się, a zamach na króla podchodzi ze strony, z której najmniej się tego spodziewasz. Rosyjska ofensywa przybiera różne formy – od miniaturowych ataków, gdzie “plecaki” żołnierzy dostarczają amunicję, do szybkich, „mięsnych” uderzeń, które przypominają bardziej komedię pomyłek niż systematyczną strategię militarystyczną. Jakby zasady gry były napisane na ścianach w rosyjskim Kijowie, a nie w stolikach z mapą od Generałów!
I co dalej? To już pytanie, na które świat z zaciekawieniem czeka. Rzeczywistość jest taka, że podczas gdy Putin marzy o Ukrainie niczym dzieciak o nowym komputerze, Ukraińcy odpierają ich ataki jak profesjonalni barmani – z szybkością, precyzją i sprytem. Czy Rosja w końcu zrozumie, że ta wojna to nie spełnianie dziecięcych marzeń, a gra pełna traumy? Jak na razie ten kawałek ukraińskiej układanki nadal pozostaje do ułożenia. Cóż, polityka to nie gra w Chińczyka, a przyszłość na froncie to nieustanny taniec z lutnią historyczną – kręte ścieżki, zakręcone drogi i pożary w bezkresnej mierze! Obstawiamy na frak w stylu Putina, bo najwidoczniej nie wybrzmiał jeszcze ostatni akord tej wojny.