Wiesz, co się wydarzy, gdy USA zaczną wysyłać pociski JASSM o zasięgu 900 km dla Ukrainy? Możesz to sobie wyobrazić jako wyciągnięcie kija z ogniska tuż obok nieco zdenerwowanej społeczności rosyjskiej. Tak, to będzie radość na ukraińskich frontach i narastająca nerwowość nad Kremlem. Ale po kolei, co właściwie oznacza ta decyzja?
Przede wszystkim pociski JASSM (Joint Air-to-Surface Standoff Missile) to prawdziwa bestia w armii. Działają skutecznie, jak najemnik, który nie musi się z nikim obchodzić, skacząc z klifu, by załatwić sprawę. Dzięki JASSM-ER (Extended Range) Ukraińcy mogliby strzelać do celów w głębi Rosji, co otworzyłoby całkiem nowe możliwości ofensywne. I tak, to oznacza, że nie tylko bazowe stacje – ale i Moskwa czy inne strategiczne cele miałyby się na baczności.

Co można powiedzieć o właściwościach samych pocisków? JASSM-ER może dotrzeć do celu nawet z 900 km. Wyposażony jest w głowicę o wadze około 450 kg, więc można by powiedzieć, że jest to coś znacznie więcej niż tylko zabawka w zestawie LEGO. Technologia stealth sprawia, że mniej trąbi, a więcej przemyka bezszelestnie przez radary. Krótko mówiąc, to sprzęt, który nawet jeśli nie byłby idealny na urodziny, z pewnością zrobiłby furorę na każdych imieninach.
Podsumowując, USA mogą wysłać pociski JASSM-ER do Ukrainy, co stawia Kijów w zupełnie nowej sytuacji. Zmiany, które ta technologia przyniesie, mogą zmienić oblicze tej wojny. Ale jedno jest pewne: z każdym posunięciem na szachownicy strategii, gra staje się coraz bardziej złożona, a Kremle z pewnością poczuje w tej karcie gorący oddech Ukraińców tuż za sobą.