Categories Aferki

5 zł za wejście na cmentarz w Kazimierzu Dolnym. Ksiądz robi hajs, a wierni się wściekają

W Kazimierzu Dolnym zawrzało. Turyści przecierają oczy ze zdumienia, mieszkańcy nie kryją oburzenia, a w sieci aż huczy. Powód? Opłata w wysokości 5 zł za wejście na parafialny cmentarz przy kościele farnym. Tak, dobrze czytasz – żeby wbić na punkt widokowy, trzeba zapłacić. I to nie „co łaska”, tylko konkretnie: pięć złotych od głowy.

Wszystko rozbija się o symboliczną, ale dla wielu absurdalną opłatę. Ksiądz proboszcz tłumaczy decyzję koniecznością utrzymania zabytkowego cmentarza – potrzeby są, jak mówi, ogromne, a pieniędzy z nieba nie spada. Tyle że forma tej zbiórki wzbudza kontrowersje. Ludzie pytają: czy Kościół naprawdę nie ma innych sposobów na zdobywanie funduszy niż kasowanie wiernych za wejście na cmentarz?

Nie brakuje głosów, że to komercjalizacja sacrum w czystej postaci. – To miejsce modlitwy i zadumy, nie atrakcja turystyczna – pisze jedna z oburzonych parafianek na Facebooku. – Jeszcze chwila i będą sprzedawać bilety miesięczne jak w ZTM-ie – komentuje ktoś inny.

Kazimierz – mekka turystów czy dojna krowa?

Kazimierz Dolny to miejsce magiczne, pełne artystycznej duszy i historii. Przyciąga rzesze odwiedzających z całej Polski. I najwyraźniej ktoś uznał, że skoro turyści przyjeżdżają, to czemu by nie przekuć tego w dodatkowy dochód? Problem w tym, że nie mówimy o muzeum ani galerii sztuki, tylko o miejscu spoczynku zmarłych.

– Czy naprawdę trzeba płacić, żeby postać chwilę przy grobie dziadków? – pyta retorycznie pani Ewa, mieszkanka Kazimierza. – Zawsze wierzyłam, że cmentarz to przestrzeń wspólna, nie biznes.

To najczęściej powtarzany zarzut: że duchowny, pod przykrywką „utrzymania zabytku”, po prostu dorabia się na ludziach. A 5 zł może i brzmi niewinnie, ale pomnóżmy to przez setki osób dziennie w sezonie turystycznym – robi się z tego całkiem pokaźna suma. I choć oficjalnie pieniądze mają iść na renowację nagrobków i utrzymanie porządku, brak transparentności budzi niepokój.

Zobacz również:  Emocjonalna awantura Blanki i Malika Montany w radiu – raper opuścił studio!

Niektórzy pytają: czy proboszcz rozlicza się z tych wpływów? Czy ktoś to kontroluje? Czy pieniądze naprawdę trafiają tam, gdzie powinny?

Święte oburzenie

W całej tej sprawie nie chodzi wyłącznie o pieniądze. Chodzi o zasadę. Dla wielu wiernych to kolejny sygnał, że Kościół odkleja się od rzeczywistości. Że zamiast służyć wspólnocie, zaczyna ją traktować jak źródło dochodu. I choć proboszcz może mieć dobre intencje, sposób ich realizacji wywołał odwrotny efekt – ludzie czują się zniechęceni, sfrustrowani i… wystawieni do kasowania.

Czy cmentarz w Kazimierzu Dolnym to nowa forma biznesu? Czy Kościół zaczyna zamieniać duchowość w transakcję? Jedno jest pewne – ta historia będzie miała ciąg dalszy. I oby nie skończyła się tym, że za chwilę trzeba będzie płacić za wstęp na mszę.